Wiersze

O kobiecie, która wędruje jak księżyc – Autoportret - 
Czasem jestem zielarką,
która rozmawia z roślinami,
czasem ogrodniczką,
której linie papilarne
wypełnione są ziemią.
Czasem z księżycem tańczę
i w słońce ubieram ciało,
bywa, że zamieniam się
w pajęczyce,
której dłonie tkają sieci,
a z serca wylewają się słowa…
Przepływa wtedy przeze mnie
wiązka pełna światła,
wibruje i wybudza WyTwory
z mojego wewnętrznego ogrodu.
Oddaję się.
Rozkwitam jak kwiat
i płatki wystawiam ku słońcu,
rosnę niczym księżyc
w drodze do pełni,
jestem w zachwycie w bycie
i w niebycie.
Czasem też znikam
i chowam się -
w pączek,
jak kwiat przed nocą,
jak księżyc w nowiu
i jestem w sobie
bezpieczną, nieskończoną przystanią.


Względne pojęcie czasu.

Czym jest czas
w perspektywie nieskończoności?
Czym jest czas
dla ślimaka, który rocznie pokonuje pięć metrów?
A czym dla drzewa,
który lata liczy sobie w setkach.

Kruchość motyla,
który żyje dla miłości,
czym dla niego jest czas?
Może jego jeden dzień
to człowieczy rok,
a może jedna sekunda.

Jak określić czas,
skoro tylko człowiek
tak się w nim śpieszy?

Kamień,
którego dusza ma tysiące lat.
Co widział? Co czuł?
Ile opuszków go dotknęło,
a ile jeszcze dotknie?
Ile owadów przysiadło,
aby odpocząć,
a ile jeszcze przysiądzie?
W jakich miejscach był,
zanim znalazł się w teraz?

Wszystko co widzimy
przekazują nam
ludzkie oczy,
lecz gdyby spojrzeć szerzej,
z perspektywy wieczności,
z perspektywy ducha.
Co wtedy jest ważne,
a co po prostu jest?
Co ma w sobie znaczenie,
a co ma w sobie bezsens?

Biegniemy, bo goni nas czas.
Tylko czym jest czas?
Skoro wszystko to bezczas, wieczność, nieskończoność.


Rozmowa z kwiatami.

Biegnę boso łąką,
wkoło tańczą maki i chabry
bławatki,
przygrywa im wiatr letni
i słońca zachwycający zachód
światłem wypełnia.
Zatrzymuję się,
bo ta chwila istnieje w bezczasie.
Płatki wystawiam ku słońcu i
nasłuchuję ciche słowa
utkane z tęsknoty.

To kwiaty śpiewają,
że nikt już z nimi nie tańczy,
że nikt nie podziwia
w ich nieskończoności,
że stopy bose już nie błogosławią ziemi,
na której rosną i
zapomniane zostały ich lecznicze osobliwości.

Głosy ich szepczące,
tęsknotą są owiane.
"Gdzie człowiek, który swym zachwytem
otulał nasze serca?
Gdzie człowiek, dla którego natura była
domem, uzdrowicielką i przyjaciółką?
Gdzie człowiek, dla którego istniejąca chwila,
była tą jedyną?"

Oto jestem.

W dzikość ubrana i księżyca światło
łąką się staję, kwiatoStanem.
Tańczę z roślinami,
czułością otulam - przypomnieniem.
Moje stopy błogosławią ziemię zachwytem.



DrzewoStan.
Porasta moje ciało
kryształowe drzewo,
przenika mnie jego mądrość,
przenika je moja miłość.

Wytulają mnie ramiona
pełne liści,
wypełniają pieśni i słowa,
przynosząc moc i uzdrowienie:

"Jesteś drzewem świadomości
które kocha się z księżycem,
jesteś korzeniami podświadomości,
które sięgają bardzo głęboko,
jesteś rozgałęzieniami nadświadomości,
które dotykają nieba.
Wszystko czego pragniesz jest w tobie.
Pamięć drzew to pamięć dusz."

Słucham, jestem, czuję,
przypominam sobie.

Oddaję się prowadzeniu
w zakamarki nieznanych przestrzeni
w sobie.

Wracam do źródła,
rozpływam się
i staję małą, wibrującą
cząstką, która jest nieskończona.


Powrót.

Kobiety wilki
z dzikości utkane
powracają.
Swą mądrością
świat uratują.
Ich srebrne rozgałęzienia bytu
w zachwyt wprowadzą
wędrowca,
co zgubił po drodze siebie,
pieśni mu stare zaśpiewają,
prababki przemówią
ich głosami.
Wytańczą cały
wszechświat,
tak by stał się
miłością czystą,
płynącą ze źródła.


Szamanka.
Kobieta wędruje
wśród gór,
słucha szeptów kamieni,
pieśni górskich potoków,
rozmawia z drzewami,
śpiewa z ptakami,
stopami delikatnie dotyka
ziemi,
żegna zachodzące
słońce
i wita wschodzący
księżyc.
Niczego nie szuka,
niczego nie pragnie,
donikąd nie idzie,
jej dom jest
wszędzie.


Wielka noc wiedźm.
Wiedźmy zmartwychwstały
i włosami swymi
tworzą sieci,
oplatają wszechświaty,
dłońmi zasilają ziemię,
rzekom nurt przywracają.
Z drzew się wynurzają
dzikie kobiety, które
boso biegną lasem
na świetlistą łąkę,
tam tańczą
w kręgu
za dłonie się trzymając,
nad nimi sowy, kruki
i wrony latają.

Księżycowa bogini
oświetla swym blaskiem,
ćmy złotym pyłem
ogień wzniecają,
spalając swe ciała,
na nowo się odradzają.

Rzeki i jeziora,
pod srebrzystym światłem,
wypuszczają w przestworza
białe topielice,
tańczą one z gwiazdami
nad wiedźmą spiralą,
moc ich ogromna pełna tajemnicy
niesie w sobie
światło
na cztery strony zwrócone
odradza to co
umarło.


Gwiezdna Dusza
Kobieta leży wśród gwiazd
słucha pieśni kosmosu,
tkając nowe wszechświaty
ze swych długich i srebrnych włosów.

Jej nieskończoność to światło,
Jej dusza to światło.

Zrodzona z księżyca i słońca,
trwa w swej wieczności.
Jest wszystkim,
a wszystko jest nią.

Otula płaszczem miłości
C A Ł Y Ś W I A T
C A Ł Y W S Z E C H Ś W I A T.
Jej dusza jest wolna.


Korzenie duszy.
Jest taka kraina,
gdzie pieśni ludzi
są pieśniami wiatru,
gdzie ziemia jest
święta
i duch jej jest
święty.

Tam łąki
i serca ludzkie,
utkane są ze światła.

Krainy te istnieją
w każdym pokoleniu,
są jak ciche wołanie.
Szumią nimi drzewa
i śpiewają o nich ptaki,
szepczą między sobą
płatki dzikich kwiatów.

Nie każdy je usłyszy,
bo nie słuch tu ważny
nie każdy zobaczy,
choć długo by patrzył,
czuje to serce,
widzą oczy duszy.


Dla pielgrzyma.
Kobieta, którą widuję
zrodzona została
z księżyca,
z gliny ulepiona
jej dusza
porusza wszechświatem.
Rozgałęzienia jej włosów długie
nieskończoności sięgają,
piersi miękkim mchem okryte,
zaś stopy leśną ściółką
porastają,
z głowy jej jak armaty
strzelają
świateł złociste nici -
oplatają one góry,
lasy, łąki
i pielgrzyma, który
niczego nie szuka,
niczego nie pragnie
i donikąd nie idzie,
stopami tylko błogosławi ziemię.


Paprocie opowieści
Leśne przestrzenie,
świątynie roślin,
tunele, sieci, spirale, symbole.
Małe wszechświaty,
powlekane mgiełką,
utkane ze światła.

Tam wszystkie drogi prowadzą w głąb,
gdzie paprocie snują opowieści dusz.
Usiądź i posłuchaj,
prawda szumi w drzewach.


Źródło
Przepełnia mnie miłość,
wylewa się ze mnie na wszystkie strony
świata i wszechświata.

Serce śpiewa pieśni tak głośno,
że wszystko wkoło wibruje.

Wypływam w dalekie krainy
Bytu i Niebytu,
tam gdzie serce opowiada baśnie,
w każdej spotykam Siebie.

Wszędzie spotykam Siebie, bo wszystko co jest
to Ja w innej formie,
a wszystko co jest swe źródło ma
w miłości.


Dziki Taniec z Drzewami

Księżycowe światło przenika
przez korony drzew,
otwierając oczy - widzę,
słuchając - słyszę.

Duszą zanurzam się w las,
ponad mną tańczą drzewa,
zaplatają mnie ich korzenie,
przenikają szumem i wiatrem
liście,
które tańczą światłem
i cieniem.

Rozbieram się z myśli i
tańczę wraz z nimi,
bukami, dębami,
paprociami,
czule witam się z
Matką Ziemią,
wybudzam w sobie dziką kobietę,
jestem twoim dzieckiem.

Pradawne korzenie, które
wibrują w moim ciele
przebudzają się,
nadchodzi uzdrowienie,
harmonia.

Powrót do źródła,
rzeki
nurt zostaje przywrócony.


Księżycowe opowieści.
Spokój
księżycowe światło przenika
przez korony drzew,
otwierając oczy - widzę,
słuchając - słyszę.

Księżyc rozkwita ku pełni,
mój wewnętrzny ogród
rozkwita ku pełni.

Wypełniam się ziemią,
dotyka mnie
i wchodzi w linie
papilarne,
odciskam swoje palce
na księżycu.
Czuję życie,
cykliczność, przepływ
i kobiecość.

Światło i ciemność
urzyźniają duszę ku pełni.


Kronika zdarzeń z początku końca świata.

Autostrady zjadły łąki,
które niegdyś
hulały tutaj
z poranną rosą,
z drzew zrobiono
szafy tak wielkie,
aby pomieściły wszystkie zmartwienia.
Stare domy rozpadły się
na cztery strony,
łapiąc jeszcze
w locie,
ostanie wspomnienia:
o dzieciach biegających
boso dziką łąką,
o zachodach słońca,
ze śmiechu utkanych,
o zapachu lasu,
po wiosennym deszczu
i jak kwitły tu maki,
nawłocie i rumianki,
jak drzew korony
cień dawały w letnie poranki.

Ulica tu teraz
długa i szeroka,
myślę sobie, że
to droga prowadząca
nieuchronnie
do końca.


Zmysłowa Natura

Otuliło mi serce piękno letniej przyrody
Duszę dotknęła smakowitość leśnej jagody,
zieloność łobody
i kwietność lebiody.

Rozkwiecone łąki
to zmysłowość ziemi
dzikie pąki, zapachy, kolory i kształty
jakby nie z tej ziemi…

Wiatru oddech czule dotyka
dzikie kwiaty
tańczy z nimi tak,
że wyka
błogostanem jest okryta.



Powrót do źródła.

Wyszłam poza granice
rzeczy istności,
weszłam w miękkość mchu,
gładkość korzenia,
pod stopami
ziemia
ciepła i wilgotna
dotyka mnie
i ja dotykam ją,
czułość
wita się
z czułością,
oddech z oddechem,
świadomość ziemi
z moją świadomością.

Staję się drzewem,
korzeniami, rozgałęzieniami.

Przenika mnie
mgła poranna.
zagłębienie.
Przechodzę z jednego wymiaru
w kolejne,
podróżuje między
kosmosem, a ziemią,
ciałem, a duchem.

Wnikam w źródło,
źródło wnika we mnie,
stajemy się jednym istnieniem.

To jak jaśnienie jaźni,
śnienie ja.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *